Przejdź do treści

Multifrenia – gdy więcej nie znaczy lepiej

Multifrenia – gdy więcej nie znaczy lepiej
Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kampania Fundacji Arena i Świat
Wspaniałe bohaterki w kampanii „Badaj się i żyj pełną piersią. Nie daj się rakowi”
Agnieszka Hyży o macierzyństwie: wszystkie jedziemy na tym samym wózku!
Michał Lipa o dodatkowych kilogramach w ciąży. Ile może przytyć ciężarna?
Fryzjerka znalazła dziwną plamkę na jej głowie. Okazało się, że po 13 latach ma nawrót raka
szczepionka
Grypa – dlaczego się szczepimy?

Multifrenia to na szczęście nie choroba. To sytuacja, w której masz tak wielu bliższych i dalszych przyjaciół, znajomych i współpracowników, że zaczynasz się gubić w interakcjach z nimi. Szczęśliwie można ten zamęt uporządkować.

Termin „multifrenia” wprowadził socjolog Kenneth Gergen w książce „Nasycone »ja«” („The Saturated Self’). Według niego nasze „ja” jest nasycone, a czasami przesycone interakcjami z innymi ludźmi. Dzieje się tak dlatego, że musimy odgrywać przed nimi wiele różnych ról. „Życie staje się sklepem z cukierkami – pisze Gergen. – Mamy poczucie olbrzymich możliwości. W efekcie nasza osobowość zaczyna przypominać osobowość pastiszową, która jest społecznym kameleonem nieustannie pożyczającym fragmenty tożsamości z wszelkich dostępnych źródeł i wykorzystującym je jako przydatne w konkretnej sytuacji” – dodaje socjolog. Jak to działa i – co chyba jeszcze ważniejsze – jak sobie z tym poradzić?

Różnorodnie aż do bólu

Oto prosty przykład: wstajemy rano i w naszej skrzynce pocztowej (tej tradycyjnej, nie mailowej) znajdujemy mnóstwo informacji: ogłoszeń o lokalnych wydarzeniach, ulotek wyborczych, reklam z pobliskich supermarketów, rachunków z banków. Jeszcze więcej informacji, nie tylko reklamowych, czeka w skrzynce elektronicznej. Ale zanim wrócimy do niej (przecież niedawno ją sprawdzaliśmy, a w międzyczasie wpadła nowa korespondencja!), odkrywamy, że na automatycznej sekretarce mamy nagrane kolejne prośby o oddzwonienie. W kalendarzu odkrywamy, że jutro w naszym mieście przejazdem będzie nasz dobry znajomy, który chciałby umówić się z nami na kawę lub na obiad. Przy okazji internetowy kalendarz przypomina nam o urodzinach znajomego, z którym powinniśmy podtrzymywać dobre relacje – warto byłoby kupić mu prezent. A zanim wyjdziemy z domu, powinniśmy jeszcze zaprogramować wideo tak, żeby nie stracić kolejnego odcinka ulubionego serialu, o którym zawsze rozmawiamy ze znajomymi z pracy. To wszystko przejawy multifrenii. Multifrenii, której nie było jeszcze dwadzieścia lat temu, głównie dlatego, że technologia nie była tak rozwinięta. „Jesteśmy coraz bardziej zanurzeni w świecie społecznym i wystawieni w coraz większym stopniu na opinie, wartości oraz style życia innych ludzi” – tłumaczy Gergen.

Ta niemal niczym nieograniczona różnorodność może zacząć przyprawiać nas o ból głowy. Każdy dzień staje się coraz bardziej przepełniony przez bardzo zróżnicowane i intensywne związki z innymi ludźmi. „Coraz więcej zaczynamy chcieć, a w konsekwencji coraz więcej musimy” – tłumaczy socjolog. Dzieje się tak dlatego, że każde pragnienie pociąga za sobą zobowiązania wobec innych ludzi. Chcemy zdobyć pracę w firmie X i próbujemy jak najwięcej dowiedzieć się o tym, jak się tam pracuje, więc nawiązujemy i podtrzymujemy kontakt z kimś, kto w tej firmie pracuje. Niezależnie od instrumentalnego celu relacja ta może przerodzić się w ciekawą znajomość: jednak to, żeby przetrwała, będzie wymagać od nas czasu i energii.

Ubranie w stanie multifrenii

Multifrenia – gdy więcej nie znaczy lepiej

Ilustracja: shutterstock

Kenneth Gergen pisze, że współczesnych ludzi cechuje „namiastkowe istnienie”, czyli zdolność do natychmiastowego wkraczania w bardzo różne tożsamości. Przykłady? Zjazdy sobowtórów Elvisa Presleya, poradniki typu „Jak być Andym Warholem”, częste zmiany pracy (już w 1986 roku 10 milionów Amerykanów zmieniło zawód; teraz jest ich jeszcze więcej!), artyści, którzy zostają politykami, naukowcy, którzy zostają artystami estradowymi…

W takiej sytuacji bardzo ważnym środkiem tworzenia naszego „ja” staje się… ubiór. „W odpowiednim ubraniu stajemy się postacią – przekonuje Kenneth Gergen. – Płyn po goleniu, w epoce modernistycznej nadający skórze delikatnie leczniczy zapach, jest dziś zastępowany przez mocno pachnące męskie wody kolońskie o zdecydowanie interpersonalnych funkcjach, a dziedzina kulturystyki, rezerwat »prawdziwego mężczyzny«, jest atakowana przez designerskie ubiory, opaski i suspensoria” – wymienia socjolog. Brzmi to na pierwszy rzut oka może atrakcyjnie (możemy odgrywać różne role), ale na dłuższą metę prawdopodobnie jest męczące. Przecież od rozmów telefonicznych, odebranych i wysłanych e-maili czy kurtuazyjnych rozmów mamy często poczucie frustracji i zniechęcenia (zwykłe „Nie dam rady!”). Czy można sobie jakoś z tym poradzić?

Nie łap wszystkich piłek

Jedną z konsekwencji multifrenii jest nieadekwatność. Polega to na tym, że zakres kryteriów samooceny poszerza się bardzo mocno i zawsze znajdują się takie elementy, które domagają się spełnienia. Jeśli mam świetną dykcję, to może brakować mi idealnej figury. Idę więc do trenera personalnego, który sugeruje, że powinienem być bardziej barczysty. W czasie gdy spędzam długie godziny na siłowni, mam poczucie, że coraz gorzej jest z moją erudycją, bo nie mam czasu na czytanie książek. Jednocześnie powinienem chyba znów popracować nad dykcją, która mi się pogorszyła… I tak w kółko! Czy jest na to jakakolwiek recepta? – Po co łapać wszystkie piłki? – pyta psycholog Maja Wawrzyniak. – Przychodzą do mnie pacjenci z problemem związanym nie z nimi samymi, tylko z ich bliskimi, typu „Co mam zrobić z moją matką, która ma wobec mnie takie oczekiwania?”, „Nie wiem, co doradzić koledze”. Takie osoby przyjmują zbyt wiele psychologicznych „piłek” i razem z nimi trenuję mówienie zdań typu „Naprawdę nie wiem, co ci doradzić. Gdy będę miał pomysł, na pewno dam znać, na razie jestem zajęty realizacją swoich zadań” – dodaje psycholog.

Konkluzja jest prosta: warto pamiętać, że nie mamy obowiązku angażować się w wiele spraw, które budują multifrenię dookoła nas. Łapmy te piłki, które chcemy. Nie wahajmy się nie odebrać telefonu w chwili, w której nie możemy na spokojnie porozmawiać. Róbmy to rozważnie. Zignorujmy czasami złośliwy komentarz pod naszym adresem. Nie angażujmy się w tego typu interakcje, które nierzadko przeradzają się potem w konflikty. Nie ograniczy to do minimum multifrenii, ale sprawi, że będziemy mieć poczucie kontroli nad nią. A to już dużo!

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak zamykać sprawy?

Ile powinien trwać urlop?

Zerwij z „Czy zasłużyłem?”

Naucz się cieszyć sukcesem

Jak odpocząć w jeden wieczór?

Udawanie kogoś jest groźne

Dlaczego nie warto narzekać

Czy mówienie do siebie jest zdrowe?

Sztuka odpuszczania w 4 krokach

Jak rozpoznać narcyza?

5 rzeczy, za które polubią cię inni

Odkryj potęgę próbowania